Ostatnie dni były dla nas znowu stresujące.Wczoraj wróciliśmy ze szpitala w Lublinie , gdzie byliśmy od czwartku ,a dokładnie był to oddział chirurgii dla dzieci.
Maja miała usunięty vascu port,o którym pisałam już tak dużo razy ,że jest uszkodzony.
Zabrali Maję o godz 9:50 ,a wróciła dopiero o 12:00 stresu dużo,a zwłaszcza dlatego,że Maja ma bardzo niskie TSH ( wtórna niedoczynność tarczycy) i anestezjolog nie chciała nam wyrazić zgody na narkozę za bardzo,ale ostatecznie podpisała i zabrali Majeczkę na stół.
Była niezmiernie dzielna wcale nie płakała kiedy została zabrana od nas,wiedziała ,że będziemy na nią czekać ,wiedziała ,że dostanie głeboką narkozę i będzie spała,że nie poczuje bólu.
Przyjechała już wybudzona i opowiadała zachrypniętym głosem ,że Panie jej dały do przytulenia lalkę barbie,że było tam dużo,,chłopaków" (tutaj prawdopodobnie lekarzy ,pielęgniarzy lub podobnie :) dla Mai to chłopaki,Mówiła ,że nic ,a nic nie płakała )
Rana po wyjęciu portu zeszyta ,szwy do wyciągnięcia za ok tydzień.Boli,ale to naturalne,Maja tylko wciąz mówi,że boli ją port,nie może uwierzyć ,że juz go nie ma.
Wyszliśmy do domu kilka godzin po operacji ,
bo Maja dobrze się czuła.w zasadzie to już godzinę po chciała wstawać i chodzić,
nie wspominając o piciu i jedzeniu,nie mogła wytrzymać i trochę się nawet obraziła,że jej nie pozwalają.
Jesteśmy w domu i cieszymy się ,że wszystko poszło ok ,że organizm poradził sobie


Wiadomo ,że każda operacja
i głęboka narkoza
jest bardzo niebezpieczna
i podpisując zgodę na nią ,musimy wiedzieć czym to grozi,tym bardziej kiedy organizm jest tak wyniszczony po przeszczepie
i długotrwałym leczeniu sterydami ,chemią ... ,no i ta niedoczynność tarczycy.
W tej sytuacji narkoza była wysokiego ryzyka,dlatego tak bardzo się obawialiśmy czy Maja się wybudzi.
Nie wiemy też co było nie tak z tym portem,co się z nim stało,czy nie było skrzepów,narośli...
Zapomnieliśmy o to zapytać.
Kolejna wizyta w szpitalu już wkrótce bo 5 lutego,mamy wizytę na transplantologii,a 17 lutego wyjeżdżamy na kilka dni w celu diagnostyki na oddział endokrynologii też w Lublinie.
Zaliczymy chyba większość oddziałów w tym szpitalu .
Dziękujemy z całego serca tym ,którzy w tych trudnych dla nas chwilach byli z nami,
wspierali dobrym słowem.
Trzymajcie jeszcze kciuki 29 stycznia,będzie to wtedy trudny dzień dla mnie samej.
Co nas nie zabije to nas wzmocni. :)
Podziwiam panią, bo nie potrafię sobie nawet wyobrazić, ile to wszystko nerwów musi kosztować... Dużo zdrowia dla was.
OdpowiedzUsuńDzielna Majeczka , super że się udało. Pani Wioletko proszę brać przykład z bohaterskiej córci i też będzie ok!!! Powodzenia!
OdpowiedzUsuńhttp://o2.pl/news/mysleli-ze-to-przeziebienie-dziewczynka-zmarla-na-rzadka-chorobe-5959440648000129a
OdpowiedzUsuńChciałam dodać do tego linka, że może skontaktuje się Pani z tamtą mamą. Rozpoczęła zbiórkę, może zechciałaby Państwu pomóc.
OdpowiedzUsuńPani pyta o nefrologa...
OdpowiedzUsuńNie wiem czy przyjmuje dzieci ale najlepszym nefrologiem w Rzeszowie jest dr, ordynator Wacław Bentkowski, w Rzeszowie na Szopena. Warto spróbować do niego, może akurat zechce przyjąć dziecko.