Jest dość późno ,ale nie mogłam wam tego nie napisać,wróciliśmy ok 19:00.
Przyszli do nas chirurdzy na konsultacje na która zwołał ich nasz dr onkolog.Powiedziano nam ,że Maja musi pozostać w szpitalu min 3 dni na wlewach całodobowych wszystkiego 72 godz.Zalecili leczenie i rozbicie skrzepów lekiem o nazwie ACTYLISE,gdyby to nie przyniosło pozytywnych rezultatów ,trzeba by było znów interwencji chirurgicznej tj wymiana portu, lub operacja udrażniania żył co nas bardzo zmartwiło.Lek który Maja dostawała także jest lekiem bardzo groźnym, dlatego też każdego dnia miała wykonywane badania krwi na krzepliwość.Lekarze poinformowali nas o możliwych działaniach niepożądanych jak np wylew,lub krwotoki,ale coś trzeba było robić bo oderwanie się skrzepu jest bardzo groźne.Włączono więc leczenie i powiem wam że najgorsze dla nas były pierwsze godziny kiedy lek zaczynał działać ,to była trwoga czy nic się nie stanie.Na całe szczęście opatrzność Boża nad nami czuwa i Maja czuła się dobrze ,nic się nie działo,a leczenie przyniosło efekty.Wczoraj po raz pierwszy krew się ładne cofnęła z portu co było dobrą wróżbą.Dziś po porannej wizycie dr powiedział że jesli wszystko będzie dobrze ,a ponowne badanie skopii klatki piersiowej potwierdzi dobry efekt leczenia wyjdziemy do domu,Maja na to kontrolne badane poszła z tatą a ja się modliłam aby skrzepów już nie było,no i nie było :)
dostaliśmy więc po południu wypis do domu,dopiero koło 15:00 bo Majka musiała wybrać do końca kroplówkę która bardzo wolno musi iść.Tak więc jesteśmy w domu, wprawdzie za 10 dni znów jedziemy na chemię,ale dom to dom,nie chcemy tam zostawać ,dziś zmarło kolejne dziecko z naszego oddziału na intensywnej terapii ,nie znałam go bo przyszli jak nas nie było już ,ale dziecko miało dopiero 1,5 roczku :(Ja nie potrafię tego zrozumieć...
| Autorstwo Majki |
Pozdrawiam i przepraszam za nieobecność,ale tam z tel nie za wiele mogłam zrobić.
Dajcie znać że blog jest dla was dostępny ,bo dwie osoby mi pisały że nie mogą na niego wejść.




